Recenzja

"Dary anioła" to film dla fanów tego gatunku, którzy po ostatnim rozdziale dziejów Belli i Edwarda zadali fundamentalne pytanie: "jak żyć?". "Zmierzch" nie jest jednak lekturą obowiązkową przed seansem obrazu Zwarta. Owszem, są tu wampiry, są wilkołaki, ale pokornie czmychają na drugi plan i ustępują pola istotom o niebiańskiej proweniencji (co ciekawe, nie wyznającym żadnej religii). Nocni Łowcy jeżdżą metrem, chodzą w skórach, mają mnóstwo runicznych tatuaży i fajną broń, między innymi ze szkła. Obudowa bazowego trójkąta miłosnego (team Jace czy team Simon?) i historii o odkrywaniu prawdy o własnym przeznaczeniu to wieloskładnikowa pizza: roi się tu od odwołań do dzieł pokrewnych. Poza "Zmierzchem" będzie to serial "Czysta krew", "Harry Potter", "Constantine", "Blade – Wieczny łowca", "Buffy", a nawet... "Gwiezdne wojny".  Rzadkością w podobnym kinie jest bezpretensjonalnie zarysowany wątek gejowski. W "Mieście kości" bywa też autoironicznie i parodystycznie – jak w scenie Pierwszego Pocałunku, która zasługuje na wielkie litery i fanfary, czy w kosmicznie absurdalnej historii o Janie Sebastianie Bachu.

Clary to jednak nie Bella Swan – wrzucona w wir wydarzeń zaczyna działać, biegać (z gracją) i ironizować na temat sytuacji, w której się znalazła. Z kolei jej najlepszy kumpel Simon (Robert Sheehan, fantastyczny Nathan z serialu "Misfits"), popkulturowy geek, przeżywa w tym świecie najlepsze chwile. Jace Wayland z kolei przybywa prosto z uniwersum "Zmierzchu" (Jamie Campbell Bower pojawił się tam nawet jako najmłodszy z Volturich), więc ma odpowiednio magnetyzująco-chmurne spojrzenie, w duszy melancholię i biegle włada brytyjskim akcentem. Kiedy przyjdzie pora, stanie w szranki z absolutnie poważnym (mimo dziwnych warkoczyków) Jonathanem Rhysem-Meyersem jako Valentinem Morgensternem, wielkim złym trylogii "Dary Anioła". Żal tylko, że Lena Headey jako Jocelyn, matka Clary – zgodnie z duchem książki – ma tak niewiele do zrobienia, bo królową Cersei z "Gry o tron" aż chciałoby się zobaczyć w akcji. "Miasto kości", choć skraca wątki tomu pierwszego i miewa problemy z ciągłością narracji, pewnie zmierza w stronę krainy sequeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz